403 Forbidden


nginx

Delfiny jako ratownicy

Dzienniki japońskie, które podchwyciły opisane powyżej relacje o Opo, uzupełniały je własnymi doniesieniami z japońskich wód przybrzeżnych. W rozmaitych osadach rybackich wyspy Hondo oraz leżącej na południu wyspy Kiusiu delfiny również towarzyszyły zabawom dzieci. Dzienniki donosiły, że w wieku tzw. oceanariach, które powstały w tym czasie w licznych miastach na wzór stacji badawczej Marineland na Florydzie, można było poczynić jeszcze bardziej zdumiewające obserwacje. Japońskie gazety wspominały również o pewnym zdarzeniu zabawnym dla Japończyków, ale bardzo niemiłym dla głównych jego bohaterów. Miało ono miejsce podczas drugiej wojny światowej. Amerykańscy lotnicy zostali zestrzeleni nad morzem przez Japończyków i usiłowali się ratować na łodziach gumowych. Japończycy ze względu na dużą odległość nie mogli ich dosięgnąć ogniem karabinów. Obserwowali tylko rozpaczliwe wysiłki lotników, którzy starali się odpędzić „usłużnego” delfina popychającego łódź w kierunku obsadzonej przez nieprzyjaciół wyspy.
Delfin oczywiście nie pojmował, jak dalece jego wysiłki są niepożądane. Na pewno „uważał” on zachowanie się amerykańskich lotników za rażącą niewdzięczność. Już to samo, że „chciał okazać pomoc” i otrzymywał w zamian uderzenia wiosłem, mogło zapewne rozgoryczyć nawet najbardziej wyrozumiałego delfina.

Opo

Północno-zachodnie wybrzeże nowozelandziej Wyspy Północnej było celem licznych wycieczek mieszkańców tego kraju w czasie, gdy u brzegu pojawiał się tam nadzwyczaj obłaskawiony delfin, nazwany Opo. Goście ci przybywali głównie z położonego na południowym wschodzie największego miasta Nowej Zelandii — Auckland, a nawet ze stolicy kraju — Wellingtonu, znajdującego się daleko na południowym krańcu wyspy. W ciągu 12 miesięcy można było codziennie oglądać tego delfina w zatoce Hokianga. W czasie każdego weekendu całe karawany samochodów przejeżdżały wzdłuż wybrzeża. Tysiące Nowozelandczyków oraz turystów z Australii chciało obejrzeć zjawisko wydające się prawie niewia- rogodnym. Byli oni naocznymi świadkami jednego z doniosłych wydarzeń w historii świata zwierząt i uważali pojawianie się delfina wśród kąpiących się na brzegu Judzi za zjawisko nadprzyrodzone. Liczni, zachwyceni widzowie chcieli Opo koniecznie choć przez chwilę pogłaskać. Delfinowi podobał się widocznie podziw ludzki, gdyż chętnie każdemu pozwalał się dotknąć. Również dla Opo zostałeś wydane zarządzenie ochronne. Dokładnie jednak w dniu jego ogłoszenia delfin niestety skończył tragicznie, utkwił bowiem między wysoko położonymi rafami stracił życie podczas odpływu.

Towarzysze zabaw dziecięcych

W przybrzeżnych wodach Nowej Zelandii dzieci rybaków są w dobrej komitywie ze spragnionymi przyjaźni i chętnymi do zabaw delfinami. W płytkich zatokach dzieci chętnie pływają razem z tymi wzbudzającymi zaufanie ssakami morskimi. Wiedzą one, że w pobliżu delfinów nie grożą im rekiny, delfiny bowiem nie znoszą tych drapieżników w swym otoczeniu i niezwłocznie atakują gromadnie każdego rekina, z wyjątkiem tych największych, które zresztą nigdy nie przebywają w płytkiej wodzie przybrzeżnej. O zabawach chłopców i dziewcząt z delfinem w zatoce Hokian- ga donosiły obszernie pisma codzienne, wydawane w Auckland, Christchurch i Wellington w lecie 1955 (w okresie od stycznia do marca). Reporterzy nowozelandzkich dzienników relacjonowali o pełnym wzajemnego zaufania stosunku łączącym trzynastoletnią córkę pewnego Nowozelandczyka nazwiskiem Baker z jej oswojonym delfinem. Przypominali również, że opisywane przez nich wydarzenia były bardzo podobne do opowieści Pliniusza o chłopcu z zatoki Puteoli. Dziewczynka imieniem Jill i inne dzieci nie tylko grały w piłkę wodną z oswojonymi delfinami, ale także pozwalały im unosić się ponad falami. Jill, dobra pływaczka, wypływała na delfinie daleko na morze, skąd zawsze w najlepszym stanie zdrowia była dostarczana z powrotem na brzeg.

Delfin jako pilot

W latach 1888—1912 parowce wybierając trasę przez Cieśninę Cooka oddzielającą północną Wyspę Nowej Zelandii od południowej, torowały sobie drogę wśród raf. Załogi bywały wtedy świadkiem, jak przed statkiem pojawiał się delfin. Płynąc w ślad za nim parowce bezpiecznie przepływały cieśninę. Co dziwniejsze, ten „pływający pilot” pojawiał się zawsze niezależnie od tego, czy statki płynęły z zachodu na wschód, czy odwrotnie. Opływał on najpierw statek, a następnie obejmował prowadzenie, przy czym dostosowywał swoją szybkość do tempa parowca. Marynarze z portów nowozelandzkich mieli pełne zaufanie do zwierzęcia, któremu nadali imię Pelorus-Jack. Wiedzieli, że delfin poprowadzi ich właściwą drogą tak, że statek nie wpadnie na rafę. Ponieważ żaglowce nie interesowały zupełnie delfina, można przypuszczać, że zwabiały go odgłosy maszyny parowców. W 1904 Pelorus-Jack został dekretem gubernatora Nowej Zelandii objęty ochroną. Za polowanie na delfiny wprowadzono wysoką karę pieniężną do 100 funtów szterlingów. Ustawa ta była następnie wielokrotnie odnawiana, aż wreszcie — wkrótce po pobycie w Cieśninie Cooka czterech norweskich statków wie- lorybniczych — zwierzę to zaginęło bez wieści. Nigdy nie wyjaśniano, czy Norwegowie istotnie upolowali delfina, czy też padł on ofiarą innego walenia — drapieżnej orki.

Delfiny lubią muzykę

W starożytności delfiny były przedstawiane nie tylko na monetach i pomnikach. Ich szybkość była powodem, że w amfiteatrze Circus Maximus w Rzymie wyobrażano je również na kolumnach, które wskazywały uczestnikom wyścigów miejsca, gdzie należy zawracać pojazdy. Choć delfiny były dobrze znane żeglarzom wszystkich czasów, jednak uczeni zarówno średniowiecza, jak i czasów nowożytnych mieli o nich tylko skąpe wiadomości. Wielki przyrodnik Buff on potrafił o nich powiedzieć jedynie, że: „Niektórzy twierdzą, iż świnki morskie, cielęta morskie i delfiny zbliżają się do statków,  jeśli usłyszą muzykę rozchodzącą się z nich daleko przy spokojnej pogodzie. Jednakże faktu tego, co do którego mam wątpliwości, nie opisał ani jeden poważny autor”. Pisząc o „świnkach morskich” miał Buffon na myśli pewien gatunek delfina (zwanego obecnie morświnem), a nie małe gryzonie, pochodzące z Ameryki Południowej, które obecnie tak nazywamy. Przed ponad 120 laty prof. P. Scheitlin zauważył, że delfiny doskonale słyszą i mogą wydawać artykułowane dźwięki. „Nawołują się między sobą i prowadzą na swój sposób rozmowy, Można też zauważyć rzucające się w oczy przywiązanie do ludzi. Zawsze twierdzono, że delfiny chętnie słuchają muzyki, lubią śpiew i grę na instrumentach strunowych, którą zwabione zbliżają się do statków”.

Samodzielnie do szkoły

Sprytny syn rybaka wykorzystał pewnego dnia tę przyjaźń w ten sposób, że kazał się delfinowi zawieźć do szkoły. Zwierzę tak przyzwyczaiło się do tych przejażdżek, że pojawiało się stale o właściwej porze, aby malca zawieźć we wskazane miejsce. Następnie delfin czekał w pobliżu brzegu koło Puteoli na wezwanie przyjaciela, aby go dostarczyć z powrotem na obiad do Baj. Oprócz powyższych relacji — Herodota i Pliniusza — rozporządzamy z czasów starożytnych jeszcze innymi opowieściami o oswojonych delfinach. Na przykład Pliniusz Młodszy opisał szczegółowo dzieje delfina z Hippo Regius — starej osady karta- gińskiej, leżącej nad zatoką, nad którą znajduje się dzisiejszy port wschodnioalgierski — Bóne. Również i ten delfin miał się zaprzyjaźnić z pewnym chłopcem rybackim. W 100 lat później Oppian w swym wierszu o połowie ryb w wodach koło Lesbos opisał przyjaźń między delfinem a synem rybaka, który wykorzystywał tego morskiego ssaka jako wierzchowca. Ponadto ten sam poeta wspomina w swym utworze o współdziałaniu delfinów i rybaków w zatoce morskiej między Eubeją a Attyką. Dwa oswojone delfiny miały także służyć za wierzchowce młodym rybakom w zatoce koło Iassos, leżącego na wybrzeżu śródziemnomorskim Turcji.

Oklep na delfinie

Historii o chłopcu, który w Zatoce Neapolitańskiej jeździł rzekomo na delfinie do szkoły, zawdzięcza Pliniusz przede wszystkim, że niezasłużenie na całe stulecia przylgnęła do niego opinia blagiera. Jak pisał Pliniusz — syn pewnego rybaka musiał codziennie przebywać drogę do szkoły w miejscowości Puteoli z małej wioski rybackiej Baje, gdzie zamieszkiwał. Droga wynosiła wzdłuż zatoki prawie 6 km. Obecnie dzieci z Baj, jeśli uczęszczają do szkoły, dojeżdżają do niej’ pociągiem lub rowerem. Wtedy były zmuszone wędrować na piechotę, jeśli nie zabrała ich jakaś łódź. Rybacy znad zatoki żyli zawsze na dobrej stopie z delfinami. Chłopiec, o którym mowa zaprzyjaźnił się jednak z pewnym delfinem w sposób szczególny. Obaj bawili się razem w morzu. Gdy delfina nie było w pobliżu, chłopiec przyzywał go wołając ostrym głosem: „simo, simo”. Zwierzę na ogół zaraz pojawiało się. Delfin pozwalał często towarzyszowi zabaw siadać na swoim grzbiecie na oklep i odbywał z nim dalekie spacery.

Także przy połowie ryb

Z dalszej relacji Pliniusza wynika, że delfiny postępujące tak roztropnie przy połowie ryb były jakoby świadome swego wkładu pracy. Następnego dnia bowiem oczekiwały na wynagrodzenie w postaci „moczonych w winie bochenków chleba, które otrzymywały w kolejności tuż za przewoźnikami wynajętymi do łodzi rybackich”. Pliniusz opisuje całe to zdarzenie bynajmniej nie w tym celu, aby dać świadectwo pojętności delfinów, lecz żeby przedstawić sposób połowu tych tak poszukiwanych w Rzymie ryb. Za kosz barwen — czerwonawych, długości około 30 cm ryb, z których największe osiągały ciężar około kilograma — płacili rzymscy smakosze 5 do 8 tys. sesterców. Było to sporo pieniędzy, gdyż np. niewolnik kosztował, jak opowiada Marcjalis, zaledwie 1300 sesterców. O podobnych zwyczajach delfinów z Zatoki Meksykańskiej polujących na ryby latające, relacjonował w XIX stuleciu amerykański zoolog John James Audubon. Tworzą one rodzaj spółdzielni pracy, której członkowie tak długo pędzą przed sobą ryby latające i tłuste cefale (Mugiliadae), aż zmęczone padną ich łatwym łupem. Tę współpracę inteligentnych ssaków morskich zaobserwowali nieraz rybacy z Zatoki Meksykańskiej. Byli oni świadkami, jak całe stada delfinów planowo zapędzały większe gromady ryb do lagun, aby następnie wybrać spośród nich najtłuściejsze
najsmaczniejsze.

Delfiny pomagały przy połowie ryb

Rzymscy władcy południowej Galii zwrócili uwagę na ciekawe metody rybaków śródziemnomorskich, którzy przy pomocy delfinów uzyskiwali bardzo dobre wyniki połowów. Zapoznał się z nimi prawdopodobnie także Pliniusz, przebywając około 70 r. przez kilka lat w tej prowincji na stanowisku rzymskiego poborcy podatków. Razem z falami przypływu wpływały przez wąskie cieśniny do zatoki wielkie ilości barwen, które przy odpływie powracały na pełne morze. Nie można było tych olbrzymich ławic ryb zatrzymać za pomocą sieci, gdyż pękały one pod naporem powracających mas wody. Wtedy rybacy wzywali słowami „simo, simo” zaprzyjaźnione z nimi delfiny.
„Kiedy wieje wiatr z północy i niesie głosy daleko nad morze, delfiny szybko przybywają na pomoc. Gdy wieje wiatr z południa, wołania ludzi dochodzą wprawdzie później do delfinów, ale wtedy przypływają one dużymi stadami. Szybko tworzą wyrównany szereg i wyskakując od strony morza naprzeciw zatrwożonych ryb, zapędzają je na mieliznę. Wtedy już rybacy mogą zarzucać sieci. Wprawdzie nieraz zwinne barweny przeskakują ponad sieciami, są jednak zaraz łapane i zabijane przez delfiny które ich nie pożerają, dopóki rybacy nie ukończą połowu”.

Delfin ratuje

Uratowany przez delfina bard przybył do Koryntu jeszcze przed wylądowaniem statku i opowiedział swą przygodę władcy. Przesłuchanie zaaresztowanych zaraz po zawinięciu do portu marynarzy potwierdziło relację o zamachu na mienie i życie pieśniarza.
Charakterystyczne dla dokładności Herodota jest zdanie, w którym mówi on o pieśni „w wysokiej tonacji”. Dzisiaj wiemy, że zoologowie, którzy próbują wyuczyć delfiny znajomości poszczególnych słów mowy ludzkiej, posługują się wysokimi tonami, ponieważ delfiny wydają dźwięki falsetem. Na podstawie wyników nowszych prac badawczych możemy dziś stwierdzić, że podróż poety-śpiewaka Ariona na delfinie brzmi zupełnie prawdopodobnie. Przypuszczalnie ostro brzmiące dźwięki pieśni wprawiły w dobry nastrój delfina, który już od dłuższego czasu towarzyszył statkowi. Skaczącego do wody człowieka potraktował on jako swego współtowarzysza i zaniósł go na swym grzbiecie na wybrzeże.

error: Content is protected !!